Najnowsze z tej kategorii:

reklama sieci Google Adseans
 

Czy choroby zakaźne powrócą na nasze własne życzenie?

W ostatnim stuleciu śmiertelność niemowląt i dzieci nie jest problemem tak powszechnym, jakim była jeszcze na początku XX wieku. To właśnie sprawia, że wielu rodziców podejmuje zbyt pochopnie decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci. Zagrożenie, którego „nie widać”, przestaje być straszne.

 

 

Foto: Fotolia.com

 

 

Warto pamiętać, że najgroźniejsze choroby nie zniknęły same z siebie (lub praktycznie zachorowalność na nie została zredukowana do minimalnej liczby przypadków) – ludzie nie stali się samoistnie odporni na śmiercionośne wirusy i bakterie. Spadek zachorowalności (a co za tym idzie – śmiertelności) to efekt kilku wieków pracy naukowców. Oczywiście nie tylko szczepienia miały wpływ na spadek zachorowań, ale są jednym z dwóch głównych czynników ograniczających ryzyko zarażenia i śmierci. 

 

Dlaczego dziś nie musimy martwić się epidemią dżumy, cholery czy polio?

 

Dzięki szczepieniom oraz poprawie higieny z roku na rok odnotowuje się zdecydowanie mniej zakażeń wirusami i bakteriami, które niegdyś były śmiercionośne. Nawet mówi się o eradykacji, czyli całkowitym uwolnieniu się od niektórych chorób, np. polio, ospy prawdziwej czy dżumy. Wydawać by się więc mogło, że nic bardziej nie ucieszy rodziców i lekarzy niż fakt, że dziecko dzięki odpowiedniej profilaktyce nie zachoruje na groźną chorobę zakaźną. Jednak trend ten się zmienia. Tak zwany ruch antyszczepionkowy doprowadził do tego, że zastraszeni rodzice odwracają się od szczepień, opierając swoje obawy na danych znalezionych w internecie. Kto z nas nie natrafił na liczne artykuły lub posty na Facebook’u wzywające do zaprzestania stosowania szczepionek u dzieci? Wszystkie wpisy opierają się na danych z licznych badań, których wiarygodności nie sposób potwierdzić. Rodzice więc ulegają manipulacji danymi i w dobrej wierze działają na szkodę własnych dzieci. Najlepszym przykładem jest ostatnia „mała epidemia” odry w USA.

 

Dziś odra, jutro … – no właśnie, co?

 

Wirus odry jest najbardziej zakaźnym ze wszystkich znanych pediatrom wirusów. W wyniku działań związanych z masowymi kampaniami szczepień w latach 2000-2010 udało się ochronić od śmierci z powodu odry ok. 9,6 miliona dzieci.  Jednak w przypadku braku szczepienia, wirus odry skutecznie zaatakuje ponad 90 proc. wszystkich osób, które będą miały z nim styczność. Do zakażenia dochodzi drogą kropelkową. Okres inkubacji trwa zwykle 9-11 dni. Zakaźność chorego pojawia się ok. 3-5 dni przed wystąpieniem objawów i utrzymuje się do 3 dni po wystąpieniu wysypki.

Zachorowaniom można zapobiec w prosty sposób, stosując bezpłatnie dostępne szczepienia w wieku dziecięcym. Odra w wieku dorosłym może prowadzić do bardzo groźnych powikłań. Brak szczepienia i zakażenie odrą w późniejszym wieku może prowadzić do ślepoty, przewlekłych i bardzo niebezpiecznych dla zdrowia biegunek i ciężkiego zapalenia płuc. O konieczności szczepień na odrę powinny świadczyć dane dotyczące zgonów z powodu tej choroby. Przed wprowadzeniem powszechnych szczepień odra była przyczyną 2,6 milionów zgonów na świecie rocznie. Obecnie śmiertelność jest znacznie niższa – globalna liczba zgonów z powodu odry spadła z 562 000 w 2000 r. do 122 000 w 2010 r. tj. o 78%. Dzięki szczepieniom do niedawna można było powiedzieć, że wirus odry odszedł w niepamięć.

 

Sytuacja epidemiologiczna w Ameryce Północnej

 

Od kilku miesięcy eksperci w Stanach alarmują na temat rosnącego wskaźnika nowych zachorowań na odrę. Tylko od stycznia 2015 roku zanotowano ponad 150 nowych przypadków. Według danych National Center for Immunization and Respiratory Diseases, w 2014 roku w 27 stanach zarejestrowano łącznie 644 potwierdzonych przypadków zachorowań na odrę. Tak wysokiego współczynnika nie odnotowano od co najmniej 14 lat, kiedy to całkowicie wyeliminowano wirusa. Możemy więc mówić o małej epidemii. Jak podają eksperci Centers for Disease Control and Prevention (CDC), większość osób, które zachorowały na odrę, nie była szczepiona.

 

Informacja, która wywołała burzę

 

Za przyczynę takiego stanu odpowiedzialne są ruchy antyszczepionkowe, które twierdzą, że szczepionka przeciwko odrze (szczepionka skojarzona MMR) wywołuje poważne skutki uboczne, np. autyzm. Powołują się przy tym na artykuł autorstwa doktora Andrew Wakefielda, który ukazał się w 1998 roku w prestiżowym magazynie medycznym „Lancet”. Po latach okazało się, że jego autorzy sfałszowali badania. W 2010 roku „Lancet” oficjalnie wycofał publikację i odciął się od tez w niej zaprezentowanych, a Wakefield stracił prawo wykonywania zawodu. Ostatnie wyniki szeroko zakrojonych badań opublikowane w specjalistycznym czasopiśmie „Pediatrics” pokazują, że szczepionki typu MMR, które najczęściej oskarża się o powodowanie autyzmu, nie mogą być uznane za groźne dla zdrowia lub życia dzieci.

 

Sytuacja epidemiologiczna w Europie

 

Patrząc na dane z Polski możemy dojść do wniosku, że u nas sytuacja nie jest najgorsza. Według danych Państwowego Zakładu Higieny (PZH) w 2014 roku na odrę zachorowało 110 osób, czyli więcej niż w 2013 roku, w którym zgłoszono 84 przypadki. W okresie od 1 do 15 stycznia 2015 roku odnotowano 1 przypadek.

 

Niestety sytuacja w całej Europie przedstawia się znacznie gorzej. W ubiegłym roku wirus odry dał o sobie znać aż w 3840 przypadkach. W samych tylko Włoszech było 1921 zachorowań. Najlepiej jest w Bułgarii i Portugalii, gdzie w zeszłym roku nie zanotowano ani jednego przypadku wirusa odry, w Grecji zachorowała 1 osoba. Porównując zaś liczbę zachorowań w USA z tym, co dzieje się na starym kontynencie, mimo doniesień medialnych, to Europa ma prawdziwy problem z epidemia odry.

 

 

Opracowanie na podstawie materiałów z warsztatów edukacyjnych z cyklu MSD Zdrowie i Edukacja.

Galeria



0 komentarzy - Napisz Komentarz